Pagina 28 (PL)  B3-2023 PNKV BiuletynOnline.

Patriots i "Ostry Joe"

Polen revisited 2

Lex Veldhoen

Kiedy moja partnerka Asia i ja odwiedziliśmy Polskę w zeszłym roku (patrz artykuł „Oorlog op een steenworp afstand” (Polen revisited ), B4-2022), byliśmy skonfrontowani ze znakami wojny: sprzęt wojskowy na drogach. W Lublinie weekendowe życie z festiwalem sztuki toczyło się jak zwykle, podczas gdy dziesiątki kilometrów dalej wojna była oczywista. Uderzyło nas również teraz, w tym drugim roku wojny to, jak niewiele było samochodów z zachodnimi tablicami rejestracyjnymi. Znacznie mniej niż przed wojną z Ukrainą. W przeciwieństwie do tego widzimy wiele samochodów z rejestracją UA.

Poza tym widzimy niewiele wojny: konwój amerykańskich pustych naczep w drodze powrotnej do Niemiec (bez tablic rejestracyjnych, nawiasem mówiąc, ale różne modele ciężarówek w kolorze piaskowym), cztery cywilne ciężarówki przewożące kontenery wojskowe ze "znakiem bomby" jako ostrzeżeniem o ładunku wybuchowym, a na lotnisku w Rzeszowie hummer na płaskiej przyczepie.

Zagrożenie wojną było wyraźnie widoczne na samym lotnisku, częściowo dlatego, że wiele sprzętu przywiezionego z Zachodu jest transportowane na Ukrainę: wokół rozrzuconych było co najmniej osiem mobilnych instalacji rakietowych Patriot, w kolorze piaskowym, jak większość amerykańskiego sprzętu, o typowym wyglądzie, ze skrzynią ładunkową ustawioną pod kątem do góry. Instalacje były otoczone wysokimi murami z piasku. Inny sprzęt wojskowy znajdował się w innych częściach lotniska. W rzeczywistości na lotnisku nie było żadnej aktywności, żadnego znaczącego ruchu lotniczego, prawie spokojnie, jakby zawsze tak było…. Ale wszystko to wyglądało makabryczne.

Ze względu na liczny amerykański personel wojskowy, każde menu restauracji w Rzeszowie zawiera teraz stek jako danie dodatkowe. Także coś wydarzyło się również w innych obszarach kulinarnych. Jedziemy na przedmieścia Głogowa Małopolskiego, do Pizzerii Gusto, o której niedawno pisano w kilku holenderskich artykułach prasowych, ponieważ prezydent Biden kazał swoim wojskowym odebrać tam pizzę z pepperoni i jalapeno. Właściciel Damian Drupka dopiero później dowiedział się, że dostarczył prezydencką pizzę i nawet gdy go o to pytam, nie jest pod wrażeniem. Pizzeria nie jest bardziej zatłoczona niż zwykle, nie ruszyła żadna wielka kampania reklamowa, jak na przykład "Zjedz pi`zzę, którą zamówił u nas Joe Biden". Jednak pikantna pizza w menu została nazwana "Ostry Joe Pizza", a kiedy otwieram pudełko "Joe", które zamówiliśmy, na środku pizzy znajduje się mała amerykańska flaga.

W Delft, gdzie do niedawna mieszkałem, ówczesny prezydent Bill Clinton jadł poffertjes ze swoją żoną Hillary w 1997 roku w restauracji Het Wapen van Delft na Markt. Bill natychmiast trafił afisze. W restauracji rozwieszono jego duże zdjęcia i od tego czasu on również znajduje się w menu: "Poffertjes a la Bill Clinton (truskawki z bitą śmietaną)".

Kiedy ponownie próbuję odnaleźć restaurację, na jej miejscu jest duża restauracja o szerokości czterech fasad: Het Konings Huys. Kiedy piję tam kawę i chcę skorzystać z toalety, wpadam przy drzwiach na duży portret Willema-Alexandra. Czyżby właściciel dawnego Wapen van Delft radził sobie tak dobrze dzięki Clintonom, że był w stanie tak gigantycznie się rozwinąć?

Nie wiem, choć ze starych artykułów wynika, że wizyta w Het Wapen van Delft powstała spontanicznie, gdy coś poszło nie tak. Clintonowie mieli odwiedzić grób Wilhelma Orańskiego wraz z (wówczas księciem) Willemem Aleksandrem. Okazało się jednak, że klucz zaginął. Wiadomo było, że Clintonowie przyjeżdżają do Delft i rynek był pełen ludzi. Następnie weszli do Het Wapen van Delft ze swoją świtą i ochroniarzami i natychmiast zamówili poffertjes (Hillary wybrała wiśnie zamiast truskawek). Przez dziesięciolecia w Het Wapen van Delft wisiał list, który otrzymałpóźniej właściciel Białego Domu, a także zdjęcie Clintonów i ich personelu.

- - -