Kusnicki, Nowakowski, Bikowski, Laskowski, Maraszek, Bida i Krawczynski to nazwiska, które nie są powszechne w Holandii. Jednak w Franekerze były one znane w latach po II wojnie światowej. Kim są ci ludzie, skąd pochodzą i jak trafili do Franeker? Dzięki wycinkom z gazet, kartom archiwalnym i opowieściom potomków można prześledzić ich losy od Polski do Niemiec. 1 września 1939 r. Niemcy Hitlera atakują sąsiednią Polskę, wysyłając na front wschodni miliony żołnierzy. Kiedy w 1942 roku okazuje się, że pozostało zbyt mało siły roboczej, aby utrzymać przemysł wojenny, Hitler sprowadza mężczyzn z okupowanych terenów do pracy w Niemczech. Tak samo jest w okupowanej Polsce. Stamtąd chłopcy są transportowani do Zagłębia Ruhry w ramach programu Arbeidseinsatz..
Najpierw trafiają pod ziemię, do kopalni węgla w Dortmundzie. Dwa lata później – w 1944 roku – zostają przeniesieni do Westwall, aby wzmocnić niemiecką linię obronną. Westwall to niemiecka linia obronna o długości 630 km, zbudowana na polecenie Hitlera w latach 1936–1945 między Kleve a Bazyleą w celu ochrony przed atakami sąsiednich krajów. Niemcy czują się zagrożone ze wszystkich stron, zwłaszcza po lądowaniu wojsk alianckich w Normandii w czerwcu 1944 roku. W całym tym chaosie polscy robotnicy przymusowi pracujący przy Westwall widzą szansę na ucieczkę w kierunku wybrzeża i dołączenie do polskiego batalionu wchodzącego w skład armii angielskiej. Razem wyruszają na wschód i wyzwalają Europę Zachodnią spod okupacji niemieckiej.
Kopalnie w Limburgii
Tak samo potoczyły się losy młodego Franciszka Bikowskiego z polskiego Lwowa (obecnie Lwów na terenie Ukrainy). Jako piętnastolatek Franciszek został wysłany do Dortmundu. Listownie utrzymuje kontakt z rodzicami. Niestety trwa to tylko do 1944 roku; potem listy od matki nie docierają już do niego, ponieważ zostaje przeniesiony do Westwall. Jemu również udaje się stamtąd uciec i również dołącza do polskiego batalionu wyzwoleńczego. Po zwycięstwie nad Niemcami do 1946 roku jest członkiem armii okupacyjnej. Następnie podjął pracę w kopalniach w Limburgii. Nie był tam szczęśliwy. Stracił kontakt z rodzicami, czterema braćmi i siostrą i nie chciał wracać do Polski ze względu na komunistyczną strefę wpływów. W Hoensbroek nawiązał kontakt z Jacobem Oostwoudem, który zaproponował jemu i innym Polakom przyjazd do Franeker.
Poszukiwanie pracowników
Jacob Oostwoud z fabryk Oostwoud w Franeker, producent mebli szpitalnych, po wojnie pilnie poszukuje pracowników. Znajduje ich w Limburgii, dzięki odrobinie szczęścia i pośrednictwu Jana Novakowskiego, pracownika oddziału Oostwoud w Utrechcie. Nowi pracownicy to byli polscy robotnicy przymusowi, którzy obecnie zarabiają na życie w kopalniach w Limburgii, ale nie czują się tam jak w domu. Nie mogą lub nie chcą wrócić do Polski, ponieważ po wojnie ich kraj stał się częścią Związku Radzieckiego. Z ofertą Oostwouda dotyczącą pracy w fabrykach we Franeker zgadzają się bez wahania. Nie przybywają wszyscy jednocześnie, ale – jak czytamy na jednej z „kart rejestracyjnych dla cudzoziemców” – w 1948 roku ma miejsce pierwsza rejestracja. Pierwszy polski gastarbeiter we Franeker staje się faktem.
Oostwoud
W tym czasie fabryka Oostwoud w Franeker posiadała również halę produkcyjną w Utrechcie, nazwaną De Liesbos. Pracowali tam między innymi uciekinierzy z Polski, byli żołnierze, którzy służyli w utworzonym w Anglii batalionie polskim i odegrali niebagatelną rolę w wyzwoleniu Holandii. Jednym z nich był Jan Novakowski. Po wyzwoleniu pozostaje w Utrechcie, zmienia imię na John Novak i poślubia Johannę Witte. Dzięki Johnowi Novakowi Jacob Oostwoud trafia do Limburga, aby rekrutować polskich pracowników. Novak spotyka tam również Franciszka Bikowskiego, któremu oferuje pracę we Franeker. Później, gdy Oostwoud zamyka fabrykę w Utrechcie, John Novak przenosi się do Franeker. Tam będzie pracował w biurze projektowym fabryki aż do przejścia na emeryturę.
Adres nieznany
Większość Polaków ponownie nawiązała kontakt ze swoimi rodzinami, ale nie wraca do ojczyzny. Niektórzy wyjeżdżają do Hoensbroek lub Kerkrade, inni przyjmują ofertę emigracji do Ameryki lub Kanady. Kilku pozostaje we Franeker, między innymi Bida, Laskowski i Franciszek Bikowski, który obecnie nazywa się Frans. Bikowski nie tęskni za Polską. Czuje się tu jak w domu i żeni się z dziewczyną z Franeker, Agnietą Jepmą. Bardzo pragnie jednak zobaczyć swoją rodzinę, która nie mieszka już we Lwowie. Nie wiadomo jednak, gdzie się znajduje. Frans Bikowski regularnie słucha audycji Polskiego Czerwonego Krzyża nadawanej przez francuskie radio. Codziennie między 18:30 a 19:00 podawane są nazwiska zaginionych członków rodzin w Polsce. Niestety, nazwisko Bikowski nie pojawia się na liście. Frans pogodził się z tym. W międzyczasie został ojcem dwóch synów, Fransa i Rienka, oraz córki Gildy. Znalazł szczęście w Franeker. Aż do 15 marca 1959 roku, kiedy to miał już trzydzieści dwa lata, ponownie słuchał francuskiego radia. Zaskoczyło go, gdy usłyszał nazwisko Bikowski, ale nie był pewien, czy chodzi o niego. Wezwanie pochodzi bowiem ze Śląska, a nie, jak miał nadzieję i oczekiwał, ze Lwowa. Zapytanie skierowane do stacji radiowej wyjaśnia sprawę. Jego rodzice zostali wówczas deportowani przez Niemców ze Lwowa na Śląsk, na zachód Polski, w pobliże granicy czeskiej. Rzeczywiście szukają oni swojego zaginionego syna Franciszka Bikowskiego.
Ponowne spotkanie
I tak, piętnaście lat po tym, jak jako piętnastolatek z Lwowa został wysłany w transport, dzięki radiu pojawił się kolejny znak życia. Pierwsze listy zostały wysłane. Kontakt telefoniczny nie jest możliwy, a jest tyle pytań i tyle do opowiedzenia. Największą radością jest pewność, że jego rodzice nadal żyją; jego ojciec ma obecnie 78 lat, a matka 63 lata. Najstarszy syn Franciszka mieszka obecnie w Stiens. Został nazwany na cześć swojego ojca, Franciszka. Nie pamięta zbyt wiele z czasów, kiedy to wszystko się wydarzyło. „Miałem zaledwie dziesięć lat”. Wie, że jego ojciec, bezpaństwowiec i bez paszportu, udał się do ambasady polskiej, aby uzyskać niezbędne dokumenty podróżne. Ostatecznie otrzymuje pozwolenie na wizytę w tym kraju. Podróż do bloku wschodniego nie jest pozbawiona ryzyka: istnieje możliwość, że nie będzie można opuścić kraju, który się odwiedza. Na wszelki wypadek Franciszek najpierw składa wniosek o naturalizację do państwa holenderskiego. Kiedy w końcu, po 24-godzinnej podróży pociągiem, częstych przesiadkach i emocjonujących kontrolach granicznych, dociera do Śląska, spotkanie nie różni się od tego, czego się spodziewał: po siedemnastu latach bliscy krewni obejmują się, przepełnieni emocjami.
Wizyta rodzinna
Podróżowanie do i z Europy Wschodniej w czasach zimnej wojny nie jest łatwe. Rodzice Franciszka nigdy nie byli w Holandii. Jego brat i jego żona tak. Odbywa się kilka indywidualnych wizyt w obie strony. Dopiero w 1974 roku cała rodzina z Franeker wyrusza z wizytą do Polski, w tym najmłodszy syn o imieniu Janek. Janek został nazwany po swoim wuju, drugim bracie Franciszka, który zginął podczas wojny we Włoszech. „Franciszek nie chciał długo pozostać podczas tej wizyty rodzinnej” – mówi Frans Bikowski. „Po tygodniu stał się niespokojny i tęsknił za powrotem do domu, do swojego Franeker”.
Podziękowania dla Fransa Bikowskiego (Stiens) i Bauke S. Posthuma (Harlingen), kolegi Johna Novaka z pracowni rysunkowej Oostwoud Historisch Centrum Franeker.
O autorce: Anne Nippel jest redaktorką naczelną Franicker.
-- Franciszek Bikowski, jako 19-letni żołnierz, w 1945 r. był członkiem polskiego batalionu, który wyzwolił Europę Zachodnią. Na beretce nosi insygnia białego polskiego orła. Zdjęcie: Frans Bikowski.
Franciszek Bikowski wraz z dwoma kolegami w kopalniach w Limburgii. Zdjęcie: Frans Bikowski.
Polscy robotnicy podczas wspólnej wycieczki w wolne niedzielne popołudnie. Zdjęcie: Frans Bikowski.
Fabryka Oostwoud aan 't Noord. Po jej rozbiórce w 1985 roku powstało tam Ockingahiem. Zdjęcie: Centrum Historyczne Franeker.
Franciszek – później Frans – Bikowski i Agnieta Jepmain w 1949 roku, dumni rodzice swojego syna Fransa. Zdjęcie: Frans Bikowski.
Na zdjęciu John Novak (Jan Novakowski) pomiędzy dwoma przedstawicielami podczas obchodów 130-lecia Oostwoud 12 maja 2001 r. Zdjęcie: Bauke S. Posthuma.